Fontanna dla kota – ciąg dalszy

16 11 2009

Przyznaję, ostatnio piszę mało, bo czasu mam mało. Wolne chwile poświęcam Pączkowi, ale na napisanie o tym jak je spędzamy, brakuje już czasu. Teraz jednak, do znalezienia chwili na napisanie posta mobilizuje mnie poczucie obowiązku 🙂 Otóż, napisałam kiedyś recenzję poidełka, z którego korzysta Pączek, a w statystykach widać, że czasem jeszcze ktoś ją czyta. Najwyższa pora ją uzupełnić, ponieważ poidełko właśnie zakończyło swój żywot, a można było tego uniknąć. Co się stało?

Po pierwsze, kiedy Pączek był na wakacjach, zamiast od razu wylać wodę i osuszyć fontannę, zagapiliśmy się i woda się zepsuła. No i to był koniec. Poidełko śmierdziało nawet po umyciu płynem do naczyń, po moczeniu przez całą noc w wodzie, po myciu octem, itp.

Po drugie i tak już było nadwyrężone, bo woda z kranu lub z czajnika, którą tam nalewaliśmy była zakamieniona, jak to woda. Z czasem warstwa kamienia nie dawała się już usunąć, plastik się rysował przy myciu, no i całość zaczęła być źle dopasowana i pewnie mniej higieniczna. Rada dla opiekunów użytkowników poidełek: zainstalujcie sobie filtr podzlewyzmywakowy. Przy okazji będzie wam lepiej smakować herbata.

Po trzecie, jak już raz zaopatrzycie się w poidełko, a ono spodoba się użytkownikowi, to biada wam gdy się zepsuje.  Smutny wzrok i krążenie wokół pustego miejsca po poidełku zmuszą was do zainwestowania w nowe. Dla nas sprawę przesądził widok pięciokilowego Pączka próbującego się schować za miseczką na wodę o kubaturze 5 cm3.  Zwykle bawiąc się w polowanie na piłkę czaił się właśnie za fontanną.

Reklamy